Koncert na Woodstock

Tegoroczne wakacje były dla mnie bardzo udane pod kątem koncertów i udało się ich zaliczyć kilka. W poprzednim roku przez moją pracę, nie byłem przez całe wakacje nigdzie i bardzo mnie to frustrowało. Postanowiłem sobie więc, że rok 2018 będzie pod tym względem zupełnie inny i że nadrobię w nim moje zaległości. Celem numer jeden był w tym roku przystanek Woodstock, które zmienił co prawda nazwę na PoAndRock Festival, ale nie w sercu każdego fana cięższej muzyki, gdzie pozostał pod starą i dobrą nazwą. Mimo, że kocham ten styl muzyczny, to dopiero pierwszy raz w życiu wybrałem się na ten festiwal. Być może dlatego, że w gronie moich znajomych nie ma zbyt dużo osób, które lubią ciężką muzykę i chciały się tam wybrać. Moi znajomi ogólnie nie przepadają za muzyką i najchętniej siedzieli by w domu i pili piwo, więc był to dobry moment, żeby zmienić w pewnym stopniu otoczenie i dać sobie szanse, by poznać kogoś, kto jest mi bliższy duszą. Pojechałem z kolegą, którego poznałem jeszcze w czasach szkoły i obiecaliśmy sobie wtedy, że spotkamy się kiedyś na jakimś koncercie rockowym. Z racji, że staram się być zawsze osobą słowną, przypomniałem sobie to i się do niego odezwałem. Był mocno zaskoczony, ale już po godzinie odpisał mi twierdząco i wyczuć można było, że nie był to blef i że naprawdę ze mną pojedzie. Urlop stał się faktem i można było kupować powoli bilet na pociąg, oraz wyjechać w stronę dolnego śląska. Festiwal odbywa się co roku w Kostrzynie nad Odrą i przyciąga naprawdę niesamowite tłumy. Wyobraźcie sobie, że w 2011 roku na koncercie amerykańskiej grupy Papa Roach, było prawie milion osób. Duży procent z tego, to zagraniczni turyści, którzy cenią sobie to, że nasi rodacy potrafią się świetnie bawić i wiedzą, że w Polsce zawsze spędzą miło czas. Jest tam mnóstwo Niemców, którzy to mają do polskiej granicy i Festiwalu naprawdę rzut beretem i znają już prestiż tego wydarzenia. Na starcie spotkaliśmy znajomego mojego kolegi, który to popatrzył na moje przyklapnięte włosy i powiedział, że nie wyglądam jak typowy fan rocka i że powinienem się nauczyć się od niego, jak zrobić dredy, które na jego głowie prezentowały się naprawdę rewelacyjnie i zebrała się we mnie niezła ochota, by zrobić sobie coś takiego na głowie w przyszłości. Koncert zaczął się oczywiście od kilku piw, bez których to człowiek czuje się zawsze lekko skrępowany wśród takiego tłumu. Po czasie jednak stres i nieśmiałość mija, a gdy na scenę wchodzi gwiazda festiwalu, to każdemu puszczają hamulce i zaczyna się taniec, który na polskich koncertach rockowych jest bardzo dobrze znany. Nazywa się on bowiem ,,pogo” i jest to tak naprawdę nieład taneczny, który jednak kocham i uwielbiam podczas jakiegoś szybkiego kawałka poprzepychać się z innymi w przyjacielski oczywiście sposób. Muszę tu zaznaczyć, że przez 2 dni koncertu nie zobaczyłem żadnej nieprzyjemnej sceny, cz też bójki. To pokazuje jak bardzo pozytywni ludzie jeżdżą na tego typu koncerty i że można się tam wybrać nawet z dziewczyną i czuć swobodnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *