szkoła rysunku

Moja młodsza siostra jest osobą posiadającą artystyczną duszę. Zawsze kochała rękodzieło. Z przedszkola najchętniej przynosiła biżuterię z makaronu lub jarzębiny. Później jej ulubionym przedmiotem była plastyka, gdzie mogła wyklejać, rysować, malować i rzeźbić. W czasie szkoły średniej chodziła na dodatkowe zajęcia z rysunku do osiedlowego domu kultury. Nauczyła się tam jak narysować portret, krajobraz czy martwą naturę. Była w tym naprawdę dobra. Cała rodzina była przekonana, że będzie studiować na Akademii Sztuk Pięknych. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy ogłosiła, że wybiera się na politechnikę. Jednak nie porzucała całkiem swojej pasji, gdyż kierunkiem, który wybrała, była architektura. Studia szły jej nawet nieźle, ale widziałam, że nie jest do końca zadowolona. Czegoś ciągle jej brakowało, zajęcia zaliczała mechanicznie, bez dumy, że udało jej się coś osiągnąć. Pewnego dnia namówiłam ją na zwierzenia. Okazało się, że architektura jednak jej nie pociąga, że wolałaby jednak robić coś związanego z malarstwem. Ale nie chce rzucać tego, co zaczęła, ponieważ spowodowałoby to opóźnienia, a nie chciała przeciągać czasu studiów. Postanowiła, że nie przerwie studiów. Jednak znalazłyśmy rozwiązanie. Miała równolegle studiować nauczanie plastyki i techniki w trybie zaocznym. Już po miesiącu zauważalna była różnica w jej zachowaniu. Mimo że nigdy nie sądziła, że mogłaby kiedykolwiek uczyć w szkole, podobało jej się to, czego sama się uczyła. Znajomi pukali się w czoło śmiejąc się, że przecież nie można być nauczycielem mając tytuł magistra z architektury. A ona odpowiadała im na to szerokim uśmiechem i słowami „No to zobaczymy”. Udało jej się skończyć architekturę, nie była w czołówce najlepszych studentów, ale też nie była najgorsza. Po prostu je przeszła i zakończyła. Zdała również na studiach podyplomowych i mogła zacząć szukać pracy. Nie przyszło to aż tak łatwo, jak oczekiwała. W pewnym momencie w jej głowie pojawiła się myśl, że może jednak powinna była przyłożyć się bardziej do studiów i próbować być jak najlepszym architektem. Często rozmawiałyśmy na ten temat, podtrzymywałam ją na duchu. W końcu, po kilku miesiącach poszukiwań, udało jej się zatrudnić w małej wiejskiej szkole. Początkowo nie była zachwycona, jednak okazało się, że strach ma tylko wielkie oczy. Uczniowie byli wspaniali, a ona sprawdzała się jako nauczyciel. Założyła koło zainteresowań, na których uczyła chętnych podstaw architektury. Cieszyło się ono całkiem dużą popularnością. Z czasem zaczęła myśleć o otwarciu własnej, prywatnej szkoły rysunku. Nie było to proste, jednak uparcie dążyła do osiągnięcia własnego celu. Z pomocą moją i reszty rodziny udało jej się spełnić marzenie o pracy, w której głównym elementem jest sztuka. Początkowo nie miała zbyt wielu chętnych uczniów, musiała odrobinę zejść z ceny, więcej zainwestować w reklamę. Jednak małymi kroczkami pięła się w górę. Mimo chwilowych niepowodzeń nie poddawała się. Dzisiaj moje dzieci mogą się uczyć w jednej z bardziej znanych szkół rysunku, mając najlepszą nauczycielkę – własną ciocię.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here